Return to the Voice

(ten tekst miał się ukazać jeszcze przed naszym wyjazdem, oczywiście tak się nie stało, zostawiam go bez zmian, w formie szkicu, by mi nie zniknął)

Intrygujący tytuł, a dla mnie wieloznaczny, szczególnie powroty. W Szkocji zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Miałem sposobność poznać ją odrobinę, ujrzeć jedynie jej północną część. Mimo spędzonych tam raptem kilku dni, wiem że część mnie pozostała gdzieś w dolinach, rudych trawach, na wybrzeżu, w zatokach, pod chmurami i w deszczu. I chciałbym jeszcze tam wrócić.

RtV

Oczywiście wrocławski Teatr Pieśni Kozła poszedł dalej niż zwykły zachwyt nad widokami i przyrodą. Nie pierwszy zresztą raz, chociaż po raz pierwszy skupili się na starych pieśniach szkockich. Grzegorz Bral jest dyrektorem wrocławskiego Festiwalu Brave (którego do tej pory nie udało mi się odwiedzić, stając się tym samym moim małym mitem). Gdy czytam jego wypowiedź Read More

Reklamy

Urzekło mnie

Przewrotna formuła bloga jest wiadoma. Piszę dla siebie i chcę byście czytali.
Jest też i druga strona medalu, co i rusz w sieci natrafiam na ciekawe miejsca. Zdecydowana większość ląduje w Evernote, część z nich na profilu G+, czasem na blogu. I taki stan rzeczy mógłby pozostać niezmienny, ale od kilku dni w przeglądarce łypią na mnie otwarte karty. I nie za bardzo wiem co z nimi zrobić. Z jednej strony powinny wpaść do Evernote, z drugiej strony chcę podzielić się nimi. A skoro już mnie prześladują to egzorcyzm w postaci publikacji na blogu może pomocnym będzie.

_

Na pierwszy ogień idzie zjawisko nietrwałe jak otwarta karta w przeglądarce. Chwila nieuwagi i znika. Owszem, można sięgnąć do pamięci, komputera rzecz jasna i przywołać ją. Tylko skoro już pochłonął ją zero jedynkowy chaos… Read More

Travelling Sound

Taki oto tytuł nadaliśmy naszemu muzycznemu spotkaniu. Kilka spotkań, niewiele ustaleń i rozmów dotyczących muzyki. Kilka godzin spędzonych inaczej. Efektem było nasze oficjalne spotkanie w Daleko Blisko. Nasze czyli K. Novotnego, Tomka Kałużnego i moje. Czyli spotkanie Wysp Brytyjskich z centralną Polską. W Łodzi. I…

Notatka z lektury

Maszerował zamarzniętym portowym kanałem, który doprowadził do do Motławy. I właśnie tam , na samym środku skutej lodem rzeki, mając po jednej stronie ceglane mury miasta, a po drugiej spichrze i magazyny, ujrzał wschodzącą kulę słońca. Spod zmrużonych powiek widział w śmiertelnej cisz, jak kula rozdziela się na trzy części i już nie jedno, ale trzy identyczne słońca oświetlają wielką, białą płaszczyznę, po której maszeruje. Trwało to ledwie chwilę. Potem nadciągnęły szare, ciężkie jak ołów chmury i sypnął gęsty śnieg.

Paweł Huelle, „Castorp”

Ben Howard czyli zapomniane wpisy

Widzę że wszedłem na grząski grunt. Do chwili napisania tego postu Ben Harper był dla mnie autorem jednej Epki, to wszystko, ale od początku. Hipnotyzujący widok. Niknące tory kolejowe wyglądają jak wycięte, naklejone. Przemyka skojarzenie ze Śląskiem filmowanym przez Kutza, trochę z Truposzem. Tory, góra, dym… Zatrzymana klatka, splash kolejnego znalezionego na Vimeo klipu. Siedzę wygodnie z córką na kolanach. Przed nami kolejna sesja obrazków, dźwięków i historii. Zagrajmy to, pełnoekranowo oczywiście.

Obrazek islandzki, deszcz, chmury, statyczne ujęcia. Niby zapis wycieczki, niby tylko luźne zdjęcia. Lustrzanka dziś to przecież pełnoprawny udziałowiec opowiadanych, czasem i przeżywanych historii. Tak chciałem spędzić wakacje i…i trochę się udało. Wakacje to częściowo opowieść o niczym. Tak samo jak ten film. Trochę nieśmiało, najczęściej podczas cichych poranków, towarzystwem moim był pochodzący z The Burgh Island. Read More

Przejedzenie wynikające z diety

Czy komuś na sali przejadł się G+? Przyznam że na urlopie zaglądałem niemal każdego dnia, szybki scroll i nic poza tym. Jeden krótki, informujący wpis. Niby wygłodzony wróciłem wieści, w pewien przewrotny sposób karmiąc się zbliżającym powrotem i myślą „teraz nadrobię”.
Będąc już przy biurku, zerkam jednym okiem, ale jakoś tak mi się nie chce. Nie wiem czy to generalne zmęczenie czy po prostu odpuściłem. Tak jak magiczny klik w Feedly i oznaczenie jako przeczytane, nie korci mnie teraz do klikania. Kilka wpisów przejrzanych, reszta bez wahania pomijana. Przejadłem się już kilka miesięcy temu. Wakacje niemal bez internetu, tylko utwierdziły mnie w słuszności kilku spostrzeżeń.

I ta zadziwiająca początkowo świadomość, jeśli nic nie robię to wcale nie znaczy że tracę czas, pozostała. Wartość bezcenna.