Niedoczas

Strasznie brzmi to słowo, ale chyba najlepiej oddaje pewien stan.

Mniejsza z tym. Jestem człowiekiem który nie jest specjalnie zorganizowany. Tak mi się wyje przynajmniej. Sterty papierów na biurku, które staram się regularnie sortować i usuwać. Notatki, notateczki, a nawet notatuinie na biletach MPK. Trzy notesy  mały, większy i największy czyli szybkie notki, moje zapisy i szkice związane z pracą. Do tego obowiązkowy już Wunderlist, który pomaga mi w kilku sytuacjach. Od jakiegoś czasu intensywniej korzystam z Evernote, co pozwala mi cieszyć oko tylko czterema jednocześnie otworzonymi zakładkami w Safari. Z jednej strony minimalizuję, a z drugiej dostrzegam że wachlarz narzędzi się rozszerza każdego dnia szerzej. Nie jestem ani typowym „cyfrakiem”, więc komplet ołówek, długopis i cienkopis są towarzyszami każdego wyjścia. Nie jestem też typowym „analogiem” bo wprowadzam szybkie notatki do googlowego Keep. Czyli pełne pomieszanie z poplątaniem.

Wygląda więc na to że w jakiś sposób, co prawda chaotyczny, jestem zorganizowany. A przynajmniej staram się organizować, chociaż brakuje mi wytrwałości by rzetelnie prowadzić jeden rodzaj „zarządzania zadaniami i czasem”.  Najzwyczajniej w świecie działa to u mnie tak, że gdy mam już mocno napchany grafik, wówczas do gry wkraczają kartki i karteczki. Dopiero wówczas zaczynam nieco dokładniej planować co mam zrobić, kiedy i w jakiej kolejności. Pojawiają się rozbudowane, wielowątkowe zadania, które lądują już w świecie cyfrowym.

Mam kilka pozycji, które pozostają niezrealizowane miesiącami, a nawet latami. Z jednej strony brak czasu, z drugiej… to wygodna wymówka.

No dobrze, przydługi wstęp za nami, a przed nami…

Bullet_journal

Bullet Journal czyli http://www.bulletjournal.com

Czyli rozwiązanie kompletnie analogowe. Tak bardzo że nadal jestem nim zadziwiony. Jak dla mnie to strasznie skomplikowane, a poza tym… frustrujące. Czemu? Nic mnie bardziej nie wkurza niż przepisywanie planów czy zadań na dzień następny. To co mam założone jako większe projekty najczęściej zapisuję w Wunderlist. A to co jest (powinno być) realizowane na bieżąco zapisuję na kartkach. Finalnie karteluszek ląduje pod wieczór w koszu.

Postanowiłem podzielić się tym znaleziskiem i tak je właśnie traktuję – jako kuriozum. Chociaż może komuś z Was przypadnie ono do gustu.

Odnośnie samej organizacji czasu to pięknie świadczy o tym  sam blog. Powyższy tekst został napisany 18 października. Dziś już jest styczeń roku następnego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s