Cantigas

Od dwóch dni słuchamy.

2013-06-11 10.31.04-1

W końcu, po raz pierwszy, słuchamy płyty. A przecież pierwszy raz pieśń Sybilli usłyszałem w audycji Magdaleny Łoś niemal 20 lat temu. To były czasy, gdy ramówkę Programu Drugiego śledziłem z wyprzedzeniem w miesięczniku „Studio”. Pamiętam, że wówczas słuchałem wielu audycji na starym, monofonicznym odbiorniku w drewnianej obudowie i piękną podświetlaną skalą. Znałem już album Aion grupy Dead Can Dance. Znałem, a raczej słuchałem. To wszystko. Nie znałem historii płyty, całej otoczki, nie miałem świadomości nakładu pracy, jaki artyści włożyli w swoją płytę. Po prostu słuchałem.

Wczoraj sobie przypomniałem o tym wszystkim. Dziś łatwiej sięgnąć do źródeł: klik, klik i mamy na tacy, no, na ekranie. Wówczas usłyszałem nagrania „Cantigas de la Terra”, a przynajmniej tak ów tytuł zapamiętałem. I poza mglistym wspomnieniem samej audycji, słów prowadzącej, najmocniej zapadł mi w pamięci właśnie utwór „Pieśń Sybilli”, do tego trochę informacji o Alfonsie X, zwanym Mądrym. To był pierwszy raz. Jedno odsłuchanie, kilka słów, dwa zdania w notatniku.

Okazało się, że jedno odsłuchanie wystarczyło, by zasiać ziarno. Zacząłem baczniej pilnować audycji z muzyką dawną. Wyrazem mojej fascynacji była jedna z kompozycji – „gallicbhels” na mojej płycie „maintenant”. Od lat muzyka dawna towarzyszy mi każdego dnia. Dziś nawet bardziej. Nadal czuję się ignorantem, choć przyznaję, że dobrze mi z tym. Niespecjalnie przywiązuję wagę do wykonań, niespecjalnie staram się zapamiętać daty powstania. O okresach nawet nie wspominam. W zasadzie mogę ująć to tak: lubię słuchać, lecz w jakiejkolwiek rozmowie – blamaż, posiadam bowiem szczątkowe informacje.

Dziś jest mi łatwiej. Co prawda umysł nie przyswaja wiadomości jak dawniej. A i mam wrażenie, że na wiedzę najzwyczajniej w świecie jestem oporny. Więc nadal słucham ulubionej stacji radiowej, czyli Programu Drugiego i ubolewam nad jakością przekazu w internecie. Czytam jakieś artykuły, studiuję teksty, a przede wszystkim słucham muzyki za pośrednictwem serwisu Spotify. I bardzo często się zastanawiam, czy gdybym miał tak prosty dostęp do informacji i muzyki jak teraz, to czy moje ścieżki nieco by uległy przesunięciu.

A płyta to jednak płyta. Żadne, nawet najtłustsze bitratem strumienie mi jej nie zastąpią, gdy siadam z okładką w ręku, wygodnie i mam chwilę tylko dla siebie. Jestem ja i muzyka. Nic więcej.

Reklamy

2 comments

  1. kociszlak · Czerwiec 11, 2013

    a ja wciąż twierdzę, że muzykę przede wszystkim trzeba czuć, a nie wiedzieć o niej. wiedza o może zarówno wzbogacać jak i krzywić odbiór/odsłuch.

  2. microust · Czerwiec 11, 2013

    I z tego założenia wychodzę. I przy nim pozostaję. Wystarczy że czasem zerkam na swoje zbiory. Ni w ząb nie rozumiem jakie zasady w nich obowiązują. Za to doskonale wiem, jakie wywołują emocje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s