Noiko Honey

Mam wrażenie że nie słuchałem tej płyty. Pierwsze dźwięki wybrzmiały, wybrzmiał cały album. Pierwszy, a nawet drugi odsłuch pozostawił braki. Paradoksalnie zostawił po sobie coś czego nie ma. Zabrakło mi obrazu całego albumu. Nie chodzi mi nawet o fakt spójnego odciśniętego obrazu w mej pamięci słuchowej.  W międzyczasie pojawiło się wiele innych albumów wygrzebanych na Bandcampie. Zadawało mi się że Noiko zniknie w przestworzach. Przypadkowy kontakt sprawił że tak się nie stało.

W sieci można znaleźć zrzut jacaszkowatości stawiany albumowi. Moim zdaniem jest to zarzut przerzucony… Choć zauważam pewne pęknięcia, a w zasadzie jedno. Gdzieś w połowie album zatraca swoją lekkość na rzecz rozprawienia się z rytmem.  I paradoksalnie owo pęknięcie sprawia że robi się ciekawie. Okazuje się że pęknięcia nie muszą stanowić o niespójności nagranej muzyki. W przypadku Noiko jest to jedynie zwrot wynikający z miejsca do którego się dotarło. Można nagrać 8 utworów zbliżonych do siebie, można też następny krok postawić w innym miejscu. Noiko dokonał słusznego wyboru.

Pierwszy dźwięk wskazuje obszary w jakich artysta zacznie się poruszać. Nic bardziej mylnego, nie dostajemy żadnej wskazówki. Rozbudowane instrumentarium, obecność dęciaków jedynie pomaga w tym by słuchacz musiał zachowywać czujność.  Niech nikogo nie zmyli kadłub okrętu z okładki. Przemyka mi przez głowę dosyć dalekie porównanie – podobne podejście do dźwięku przejawiał Emiter czy wspomniany już Jacaszek. U obu przyjmuję za wspólne podobne misterne obchodzenie się z samplem/próbką czy źródłem dźwięku. Emiter podchodzi do nich w sposób inżynierski, Jacaszek zaś alchemiczny. Noiko zaś mieści się dla mnie gdzieś w połowie drogi, dorzucając jeszcze inne smaki. Nie wiem na ile w tym jest zasługi produkcji (Orluk zdaje się odpowiada za ocieplenie brzmienia). Czasem tylko zaskakują dźwięki, które pojawiają się jakby przypadkowo, ich poziom głośności nie licuje z całością (Nohant).

Płyta towarzyszy mi od kilkunastu dni. Zdarza się że słucham jej w ostępach nie większych niż 48 godzin. Czy ją poznałem? Wątpię. Nadal zdarza mi się jej nie poznawać. Nadal mam wrażenie że jeszcze jej nie posłuchałem, choć przesłuchać już mi się zdarzyło wielokrotnie. I za każdym razem jestem odrobinę wychylony w inną stronę. A to jazzowe zajawki mnie ruszają, a to trzaski, a to szum, innym razem znów delikatne melodie tła. Płyta żyje, za każdym razem oferując inne wrażenie.

Na koniec kilka skojarzeń które zanotowałem, czyli ulubione słowa klucze: marimba, Jelinek, lo-fi, Pekler, bajki, abstrakcyjne plamy dźwięku towarzyszące filmom przyrodniczym, pianinko, plusk, klarnet, rozwarstwienie, dęciak, spokojnie, yass.

 

Album do postawienia na półce. Polecam.

Advertisements

3 comments

  1. Pingback: Noiko – Honey [ETA-CD 018] | ETALABEL
  2. Pingback: Noiko “Honey” Reviews | ETALABEL
  3. dablju · Październik 26, 2012

    Świetne ,eksperymentalne brzmienia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s