Wolfgang Büscher „Berlin-Moskwa. Podróż na wschód”

Buscher Wolfgang „Berlin-Moskwa. Podróż na wschód”

Zdań kilka rozrzuconych na temat.

 „Berlin-Moskwa. Podróż na wschód”

            Zawsze uśmiechałem się w sobie na widok kolekcji książkowych z jednego wydawnictwa. Z jednej strony cenię sobie dbałość wydawców o drobiazgi, zachowanie spójnej szaty graficznej. Z drugiej strony,  widok jednakowych grzbietów ustawionych w rzędzie obok siebie na półce, wywołuje pewne klisze. Coś jak  „wszystkie rzeczy z katalogu IKEI”.  

„Pewnej nocy, kiedy lato rozgrzewało się właśnie na dobre, zamknąłem za sobą drzwi i poszedłem prosto, tak prosto jak tylko to było możliwe, na wschód.”

           Büscher rozpoczyna swoją podróż tak jak wielu z nas późnym wieczorem, tuż przed snem, postanawia i wychodzi. My zasypiamy. Dla autora wschód zaczyna się po przekroczeniu Odry. Symbolicznie, tak jak kiedyś i dla nas rzeka była granicą innego świata. Przemyka po Polsce i wkracza w świat kompletnie mu obcy.  Odnoszę wrażenie, iż właśnie pierwszy kontakt z obcością totalnie wszystkiego, powoduje skupienie autora na Białorusi.

„Na Białorusi wszystko zacznie się od nowa.”

            Białoruś to przestrzeń drogi, pojedynczych zakurzonych miasteczek. Schludnych, ale zatrzymanych w kadrze. Zawieszonych w bezczasowości. Z insygniami komunizmu, ze szczątkowymi śladami kapitalistycznych ikon. To świat zamieszkany przez równie uważnych obserwatorów jak autor, milczących i zaciekawionych. Zawieszonych w rutynie życia. Każdy dzień wędrówki staje się do bólu powtarzalny, ten sam posiłek  lub jego brak. Ten sam schemat poszukiwania noclegu – gostinica, ristoran, a później miejsce gdzie spotyka się charakerna część mieszkańców, gdzie jeszcze mocniej można nasiąkać. W ciągu dnia trzeba maszerować, nie myśleć. Po prostu iść przed siebie.

„Nie był to zwykły deszcz, był to jakby deszcz całego kraju.”

           Każde przekroczenie granicy mobilizuje. Wyczula i ostrzy zmysły. Iść i patrzeć. I wtapiać się we wszystko, wszystkim. Wyglądem, długością kroku, ba, nawet zapachem. Tak, by przekraczając granicę Rosji nie odczuwać spojrzeń jak turysta, obcy, ale swój. Stać się przezroczystym.
           Im bliżej Moskwy tym bardziej swój, tym bardziej głodny dotarcia do celu. Tym bardziej nienasycony samą drogą. Bliżej Moskwy to być bliżej świata jaki się zna. Czas przyśpiesza wraz z ludźmi i przedmiotami. Już nie ma czasu. Trzeba zrealizować misję. Podniecenie bliskością metropolii odbiera spokój. Teraz już trzeba. Skończył się obszar w którym się nie istniało.
           Autor nie szuka metafizyki, nie bawi się słowem. On po prostu jest w drodze. Wolfgang Büscher ma zadanie do wykonania, przejść 2500 km. Pokonuje tą samą trasę, jaką starał się pokonać jego dziadek w czasie wojny.  I tego dokonuje.

           Kolejna pozycja od Stasiuka. Kolejna pozycja dotycząca Europy zapomnianej. Może nie zapomnianej, jak i nie odrzuconej, ale Europy wypchniętej. Kolejna, w której znajduję dotyk świata jaki we mnie siedzi. I kolejna, która stoi na półce z charakterystycznym czarnym półksiężycem na grzbiecie 😉

 

Wolfgang Büscher „Berlin-Moskwa. Podróż na wschód”

Wydawnictwo Czarne 2004

Advertisements

6 comments

  1. K. · Styczeń 11, 2009

    a u mnie
    „The People of the Book”, Geraldine Brooks
    „Proust and the Squid. The Story and Science of the Reading Brain”, Maryanne Wolf
    „The Periodic Table”, Primo Levi
    dziwna rzecz ale przez te 3 tygodnie w Toronto niczego co czytalam nie skonczylam. te dwie pierwsze kupione na lotnisku w drodze powrotnej;-)

  2. insider · Styczeń 11, 2009

    O, Ziom, widze, ze ksiazka mocna. Ale dla mnie okladka wielka.

  3. microust · Styczeń 11, 2009

    Widzę że nam się lista przebojów robi 😉

    Czasem tak się zdarza że nieskończone czeka. Tak mam z ostatnim Strumykiem, który najzwyczajniej zmęczył mnie po kilkunastu stronicach. Tak mam z Kisiem, którego „Mansarde” uwielbiam, a teraz jakoś nie mogę wgryźć się w tkankę. Tak było z Myśliwskim, który po prostu miał złe wyczucie chwili, mojej chwili.

  4. K. · Styczeń 11, 2009

    bezczelny Mysliwski;-)

  5. dzienniczekkulturalny · Luty 24, 2009

    To jedna z ciekawszych książek podróżniczych jakie czytałem. Lat kilka temu – więc szczegóły się pozacierały, ale wrażenie pozostało. A tak, jakoś książki wołowieckiego wydawnictwa lubią się gromadzić 😉

  6. johny-max · Listopad 25, 2009

    A ja sie nie zgodze…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s