Pan Czesław spotkany.

W Łodzi Kaliskiej. W poniedziałek. Upał i duchota.  Sporo ludzi. 

          W zasadzie przed samym koncertem znałem jeden utwór, ten którego wideoklip już zamieszczałem. Koncertu nie oglądałem/słuchałem od samego początku, umknęło mi jakieś 15 min. Na scenie spocony trzydziestolatek (w sumie nie powinno dziwić), z delikatną, nieco wymuszoną grzyweczką na prawą stronę. Generalnie bardzo stylowo. Skład towarzyszący to Ingrid (dęciaki, kliki z palca, gębówki i śpiew) oraz Adam (klawiszologia pozioma i pionowa, niekiedy wspomaganie gardłowe).

          Czesław śpiewa przejmujące historie swoim przejmująco załamanym głosem. W pewnym momencie na scenie pozostaje osobnik, dotychczas utrudniający odbiór – pan fotograf, który okazał się Michałem Zabłockim i czytał swoje nie swoje wiersze. Skorzystałem z okazji by wymknąć się na balkon i odetchnąć świeżym tytoniem. Ogólnie Czesław wzbudzał zainteresowanie (któraś z dam wyznała mu miłość), miał dobry kontakt z nami i popijał piweczko. W bisach pojawił się utwór M. Peszek. I tyle. Grał długo, nie kokietował, nie gwiazdorzył, był Czesławem.

 

          I jedno na koniec, zaskoczyła mnie publiczność – generalnie powinny być wakacje, bo typowa łódzka publika (ręka w kieszeni, pet, czarny ciuch i mina widziałem wszystko/znudzenie) była nieobecna. Koncertowi towarzyszyły długie i rzęsiste brawa jak w Opolu.

I chyba wolę wydanie trzyosobowej orkiestry live niż to co zarejestrowały komputery w studiu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s