arciv ev noise,

tym razem recenzja, pochodząca z blogu „Petcord Blog”. Tekst został spolszczony przez D. (za co bardzo dziękuję). Nie za bardzo umiem się chwalić, więc po prostu zapraszam do lektury.

Arciv ev noise to projekt z Polski, który wydał właśnie album “maintenant”
(po francusku – teraz) na eksperymentalnym netlabelu Enough Records. Niewiele można się dowiedzieć na temat owego przedsięwzięcia w internecie (albo nie szukałem
w odpowiednich miejscach), poza tym, że ich muzykę określa się jako dark ambient
i experimental drone. Ale zapomnijmy o tych powierzchownych określeniach,
jako że pomijają dużo z ich indywidualności, którą dostrzec można na każdej płaszczyźnie, jak choćby projekt graficzny okładki. Typografia i wyczucie kontrastów są naprawdę
na wysokim poziomie.

Na pierwszy rzut oka, nawet z wysokości 10 tys. metrów: praca ma sens jako całość
w swoim porządku odtwarzania i odznacza się tym, że nie posiada żadnych słabych puntków, pomimo prawie 60 minut trwania. Nie ma sprzeczności w stylu –
przy utrzymaniu pewnych aranżacji wprowadzane są inne, dzięki czemu nie stają się one monotonne ani nawet drażniące. Pomimo mrocznego i tragicznego charakteru,
który dominuje w utworach, wszystko jest odpowiednio wyważone:
Właśnie tyle unoszących się w powietrzu akordów lub zapętlonych dźwięków jest niezbędnych do utrzymania mroczności, a jednocześnie wystarczająca ilość zmian
i kontrastujących elementów, by uniknąć powtarzającej się liturgii. Wielu improwizatorów
z power/mac-booka pt. “to jest sztuka, bo ja tak mówię” mogłoby uczyć się od AEN stosunku do opisywania żywej scenerii bez odwoływania się do frazesów takich
jak np. dziesięciominutowe nagrania odgłosu kroków po holu muzeum.

Patrząc na detale: Można by odnieść kilka porównań do współczesnego polskiego kompozytora, Krzysztofa Pendereckiego, które wręcz same się nasuwają w gęstym zbitku tonów i powolnym rytmie modulacji. Nawet jeśli muzyczna struktura jest czasem rozciągnięta aż do utraty wątku, nadal pozostaje rozpoznawalna. Oczywiście pojawiają się też cechy mogące kojarzyć się ze współczesną elektroakustyką jak nagrania w terenie (field recordings), rysujące się w echu, opóźnione i postrzępione dźwięki i uskok dźwiękowy – obowiązkowy aczkolwiek wyszukany wariant, który odróżnia pierwszy plan od drugiego (zmienny poziom pogłosu). Odbiór muzyki AEN może okazać się niełatwy i dopiero po wielokrotnym przesłuchaniu ukazuje się nam pełny potencjał albumu. Ale za każdym razem odkrywa się coś jeszcze nowego.

Gdybym miał przypisać jakąś scenę filmową tej płycie wyglądałaby ona mniej więcej tak:
Opuszczone ruiny jakiejś dawnej cywilizacji. Ktoś w obdartym ubraniu pełznie
wśród ruin, szukając schronienia przed zimnem i ostrym wiatrem. Szkielet zakopany w śniegu, wypłukana lalka. I zakręcająca, prowadząca w nieznanym kierunku droga pokryta śniegiem.

Innymi słowy – “maintenant” to fantastyczny i inspirujący album, który zdecydowanie polecam do ściągnięcia tym, którzy nie boją się eksperymetów i trudności, i lubią tworzyć w umyśle własne obrazy podczas słuchania muzyki.

Reklamy

3 comments

  1. jaroboro · Styczeń 16, 2008

    a czemu takie same teksty u Ciebie i Dagi??

  2. microust · Styczeń 16, 2008

    D. tłumaczyła, a tekst dotyczy mnie – ot cała tajemnica ;).

  3. olliver · Styczeń 16, 2008

    Thanks a lot for translating my review into Polish 🙂

    Olliver

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s