Angela

a

Upalny dzień, chłodniejsze popołudnie. Mięta z rumiankiem i cytryną. Papierosy. Zmaganie z magazynowaniem danych. Starczy.

Luc Besson i jego ostatni film „Angela”. Obraz czarno-biały. Kadry czasem oczywiste (Angela staje tak by skrzydła rzeźby były jej skrzydłami), ale czasem uwodzące – mosty, mosty, mosty! Sama historia banalna, chciałoby się rzecz – drobny cwanieczek (ale czy kilkadziesiąt tysięcy euro to drobiazg czy nie?) ma kłopoty (jak zawsze), nie za bardzo wie jak wyjść z opałów, postanawia ze sobą skończyć. A wiec banalnie proste zawiązanie i rozwiązanie akcji. Pojawia się dziewczyna, która powoduje wewnętrzne obudzenie bohatera – który to już raz? Wszelkie dialogi ocierają się o prawdę z kobiecych magazynów. W tle romantyczny Paryż – najpiękniejsze miasto śwata słychać w oknie hotelowego pokoju, mosty, kopuły, wieża, światła, kawa, papierosy i croasanty. P prostu film o miłości, do tego miłości w Paryżu.

Co zatem spowodowało że wspominam o tym filmie? Kadry, brak koloru i aktorzy – Jamel Debbouze i Rie Rasmussen, którzy są w stanie na kilkadziesiąt minut opanować ekran. Paryż jest nieco inaczej pokazany niż w większości obrazów – jest, hm, spokojniejszy, jakby obłaskawiony.

A że dodatkowo film wzbudza we mnie pewne pokłady przemyśleń na swój własny temat, przemilczę – przecież to takie banalne.

Reklamy

One comment

  1. K. · Maj 29, 2007

    a ja tym tygodniu „the prairie home companion” altmana:) kochany altman, gosford park jestem w stanie ogladac nonstop…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s