Oczytanie

Porównanie Masłowskiej i Pilcha o czytaniu.
i to takie moje czytanie czasem też zdaje mi się być takim.
Patrząc na rosnący stos książek czekających czy przeglądając listę „do przeczytania” co i rusz łapię pewną uporczywą myśl.

Czytam dużo, ale nie wiem, na ile to czytanie – a jak wpadnę w manię, to czytam książkę dziennie – jest jeszcze jakimś wydarzeniem intelektualnym czy przeżyciem duchowym, a na ile jakimś rodzajem konsumpcji-, po której i tak niczego się nie pamięta i nic w nas nie zostaje.
Masłowska (Przekrój 5.01.2011)

Tyle Masłowska, mniej na liczniku to i może bliżej rzeczywistości. Ale za chwilę padają słowa Pilcha:

Raczej moje czytanie klapnęło, uwaga stępiała, dawne dokładne i nieraz bardzo żarłoczne obcowanie z tekstami – nie tylko z tekstami ogłaszanymi w „Twórczości”, w ogóle z wszelkimi tekstami – przeistoczyło się w zasadzie nie wiem w co – w pobieżność? W niecierpliwość? W powątpiewanie, czy jeszcze trafi się w życiu na coś ekscytującego? W starczy – słowem – sceptycyzm? We wszystko to naraz plus parę jeszcze kto wie jakich składników? Jeśli sił nie zabraknie – będziemy dociekać wyczerpującej odpowiedzi.
Pilch (Przekrój 6.01.2011)

I co? Ostatnie notowanie – 62% Polaków nie przeczytało w 2010 żadnej książki – no skoro nie wydaje się już Książki Telefonicznej… A najzabawniejsze jest opublikowanie obu teksów w jednym numerze.

 

[Wpis zaległy, ze szkicownika WP wyjęty - zdaje się styczniowy]