Zapie$%^lę!
Najpierw przez całe przedpołudnie nieznany mi (jego szczęście) miłośnik metalu zmanierowanego, czyli wysokie głosy męskich (?) wokalistów połączone z dźwiękiem wymiotów, dodatkowo okraszone efektownie tendencyjnymi solówkami gitarzystów, częstował pół osiedla.
Minęła godzina ciszy, a teraz jakaś kapela podwórkowa gra. Sokoły i inne takie. Jeszcze kilka takich epizodów i wystąpię o pozwolenie na posiadanie broni, choćby krótkiej.
A projekty leżą i kwiczą, bo nie idzie się w tych pięknych okolicznościach i tego, zupełnie skupić. Okno zamknięte choć po deszczu powietrze mogło zastąpić kawę. Ale po co…
A dzień się jakoś miło zapowiadał, wczesna pora pobudki, przypadkowe spotkanie z O. i tradycyjna wymiana spostrzeżeń, jeszcze wymiana kliknięć z Lordem V. na temat miasta i jego kondycji kulturalnej (nieco świeżego wglądu).
Zamiast miłego popołudnia, jest wkurw. Czyżby trzeba było zacząć myśleć o samodzielnym budynku z dala od ludzi?
About this entry
You’re currently reading “Zapie$%^lę!,” an entry on żywot kloszarda
- Published:
- 7 lipiec 2008 / 19:07
- Category:
- litzmannstadt, słuchalnia, zyciowka
- Tags:
- metalowe ryki, podwórkowe granie, wkurw
No comments yet
Jump to comment form | comments rss [?] | trackback uri [?]