Tik.

Powieka dziś zaszalała. Skurcz, rozkurcz. Skurcz, rozkurcz. Częstotliwość co prawda starego telewizora, coś jak Neptun. Niby nic, taki drobiazg. Drobiazg, to przecież tak jak drzazga.

Stukot kobiecych szpilek dochodzący zza okna, koncentruje moją dekoncentrację. Ucho łowi dźwięk. Prosta rejestracja, która niepostrzeżenie przechodzi w emisję. I już nie mogę wyzwolić się od rytmu raz-dwa, raz-dwa. Metronom.

To chyba z duchoty, dychotomii, a może ze snu?


About this entry