Wszędzie.

Na jednej budowie na przykład pracował student filozofii. Właściwie skończył studia, został mu tylko jeden egzamin, gdy wybuchła wojna. A po wojnie przyuczył się kłaść posadzki. Brygadzistą nawet był, przyjaźniłem się trochę z nim. O, tęgo pił. Miał głowę nie tylko do filozofii. I razu jednego, gdy piliśmy, zaczął opowiadać o tych swoich nieskończonych studiach, a któryś go zapytał:

- I czemuś nie skończył? Nie mogłeś po wojnie. Co to jeden egzamin.

Oczy mu krwią nabiegły, a nie wypiliśmy jeszcze tak dużo.

- A po cholerę?! Na co mi filozofia po tym wszystkim?! Żaden rozum by tego nie pojął?! Żaden Platon, Sokrates, Kartezjusz, Spinoza, Kant! Niech ich wszystkich szlag! – I aż huknął musztardówką w stół.

Popatrzyliśmy po sobie, bo nikt z nas nie wiedział, co to za jedni, że aż tak mu dopiekli. Zapytać też nikt nie śmiał, bo może wypadało wiedzieć. Któryś tylko powiedział:

- Widać wszędzie można spotkać takich samych skurwysynów. Nie tylko na budowach. – I nalał mu pełną musztardówkę. – Masz, wypij.

 

Wiesław Myśliwski „Traktat o łuskaniu fasoli” [ s.180-181]


About this entry